jebudubu blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 7.2010

Wypełniania-notek-głupotami-z-racji-braku-tabletu-i-komiksu ciąg dalszy.
Na pierwszy ogień leci znaleziony niedawno bazgroł przedstawiający Kota.
Indżoj!

Oraz coś, co mnie samą straszliwie bawi. OTÓŻ! Jakiś czas temu na forum Amoral <tak, to właśnie jest ten zespół, który powinniście pokochać!> gitarzysta powiedział, iż już niedługo wstawi jakiś filmik dokumentujący nagrywanie nowej płyty. Rzecz jasna, na forum zawrzało i userzy zaczęli delikatnie sugerować, że chcieliby to nagranie dostać już, teraz, natychmiast („without the preassure, but…. GIVE IT TO US!!!”). Minęła chwila i gitarzysta, strasznie wkurzony, napisał, że bardzo przeprasza, ale płyta z filmikiem zginęła. Przetrząsnął WSZYSTKO, naszukał się jak głupi, pada na pysk ze zmęczenia, a „tej cholernej rzeczy” nigdzie nie ma!
Następnego dnia, gdy już zdążyliśmy się wszyscy porządnie zmartwić, na forum objawił się nowy post. Perkusisty…

Okazało się, że ta łajza boża wzięła płytę do siebie i o niej zapomniała. Przypomniała sobie dopiero czytając post zirytowanego do szaleństwa gitarzysty…
Ja zaś nie mogłam się oprzeć i musiałam to narysować, ponieważ mam nader bujną wyobraźnię :D

Wakacje w rozkwicie, asfalt się topi, a ptaki padają z gorąca w locie. Hurra!
Tak, wiem, że jestem jedyną osobą, którą taki gorąc zachwyca, ale nie wstyd mi wcale.

Tymczasem trochę dziwactw znalezionych-przypadkiem-i-od-biedy-nadających-się-na-notkę:
Namber łan – Natalia spotykająca Totoro (też tak chcę! ale bardziej zależy mi w sumie na kotbusie)

Oraz obrazek namber tu, bardzo stary, ale wciąż, niech to szlag trafi, aktualny:

Tym pieszczotliwym mianem zwykłam określać mój internet, który przyprawia mnie codziennie (a dzisiaj szczególnie) o wywał i zalew.

Postanowiłam być zacna i w wakacje poszerzyć nieco moje cokolwiek ubogie słownictwo ingliszowe. Wypożyczyłam zatem Sagę rodu Forsyte’ów w tym niesympatycznym języku, by po dwudziestu stronach stwierdzić, że owszem, książka w dziwne i rzadko spotykane słowa obfituje, ale nie czyta się tego przyjemnie. ALE za to dowiedziałam się, jak jest „mięsista, nalana twarz” oraz „zgromadzenie rodzinne zgromadzone pod świecznikiem”. Strasznie szkoda jedynie, że już tego nie pamiętam, ale nie szkodzi – zaczęłam zapisywać te perły w zeszycie, ponieważ płonie we mnie nadzieja, że mi się to przyda.

Niewykluczone w końcu, że spotkam kiedyś jakąś mięsistą, nalaną twarz zgromadzą pod świecznikiem, nieprawdaż?

Dzień dobry, dzień dobry.
Zaległości szalone, więc przejdźmyż od razu do rzeczy.

Bilans:
1. Sesja: zdana.
2. Licencjat: obroniony.
3. Wakacje: rozpoczęte.
4. Hurra: hurra!

Wakacyjny elf będzie tu tkwił dopóki nie odzyskam tabletu.
Nie wiem, kiedy to nastąpi, więc izi izi.

No. Ja się wcale nie obijam, ja tylko tabletu nie mam <mętne i marne tłumaczenie, ale lepsze takie niż żadne>

Wakacjujcie się, ludzie! :D
Greetings from moje zadupie z jednym autobusem.

EDIT: Przekopałam się właśnie przez stare maziaje i inne badziewia. Jest tego tyle, że jednak co piątek będzie się coś pojawiało. Niekoniecznie komiks, ale jakaś dziwna rzecz na pewno :D


  • RSS