jebudubu blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 2.2012

No i właśnie tak niestety to wygląda – zawsze :D
Niezależnie od tego, czy to centymetr, czy dwa, czy dziesięć – utrata włosów jest zawsze przeżyciem złym i traumatycznym!
No i jeszcze jedno, co mi się przypomniało względem notki z tamtego tygodnia, a mianowicie absolutnie oburzająca reakcja Maćka, kiedy przyszłam na uczelnię odziana nieco inaczej niż zwykle:
 
No i dobra, możliwe, że założenie znienacka sukienki i balerinek w miejsce żółtych tudzież czerwonych butów, fioletowych spodni i pasiastych bluzek lub też czarnych, potępieńczych szmat, zwanych dalej ukochanymi swetrami, mogło wywołać lekkie zdumienie, ale to jeszcze nie usprawiedliwia takiego skandalicznego uciekania na mój widok i pełnych zgrozy okrzyków „gdzie mój schron?!”
Ciągle upieram się, że powinien ten widok przyjąć mężnie na klatę, a nie reagować jak wrażliwa dziewoja! :D

kolegów zostaw w domu! :D
Swoją drogą faceci mają przerąbane: czego by nie powiedzieli, choćby i w dobrej wierze, to i tak dostaną z kapcia w ciemię.
Ileż to razy Kacper, Maciek lub Starosta kochani wypalili do mnie z tekstem: ” uczesałabyś się w końcu/rozmazałaś się i wyglądasz jak maszkaron/a co ty, do cholery, masz znowu na sobie?!” i oczywiście chodziło im tylko o moje dobro. A także o dobro wszystkich ludzi wokół – nie będzie taka po mieście bezwstydnie paradować i razić poczucie estetyki społeczeństwa! Sumienia nie ma! :D 
… to jest potem człowiekowi nieco głupio :D
Oczyma duszy ujrzałam samą siebie zasuwającą raźno po firmie z podpaską owiniętą wokół palca i z miejsca zdecydowałam się jednak poociekać osoczem*
*niezależnie od tego, czy ma to sens, czy nie – stary nawyk określania krwawienia z ran wszelakich.  
Tak to już jakoś jest, że wszystkie
komiksy pi razy oko bazują na wydarzeniach, które rzeczywiście
miały miejsce. Tym razem jednak absurd sytuacji wystrzelił w kosmos z takim wizgiem, że jak oszalała rzuciłam się w kierunku notesu, by
dokładnie – słowo w słowo – zapisać dialogi, czego zazwyczaj nie
robię, bo wystarcza mi ogólny zarys.

A było to tak: w pewien niewinny
wtorkowy poranek autorka niniejszej notki siedziała sobie beztrosko
w piżamie i popijała herbatę, gdy znienacka i całkiem
niespodziewanie Natalia…!

  Zdaje się, że zrobiło mi się dość
głupio w sobie. Rzuciłam okiem na zegarek – w godzinę na
uczelnię miałam szansę dotrzeć chyba jedynie na ognistym
rydwanie, pod warunkiem, że ów nie utknąłby w korku gdzieś po
drodze. Jednakże rydwanu na podorędziu nie było, autobus pięć
minut temu odtoczył się z przystanku, ponuro strzelając z rury
wydechowej, a zatem nie zostało mi już nic innego, jak tylko
powiadomić Kota o wpisie, samej z niego chwilowo rezygnując.

  Pilne studęty, niech ja pierzem
porosnę i w domu nie nocuję… :D

 

 


  • RSS