jebudubu blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 3.2012

NIKOMU. Ale o tym za chwilę. Na razie ze spraw pilniejszych:
1. Chciałabym bardzo, bardzo, bardzo podziękować wszystkim osobom, które się zjawiły na tej mojej pogadance na Pyrkonie! Było szalenie miło Was poznać :)
2. Jakaś relacja (chociażby szczątkowa) z Pyrkonu będzie na pewno w tym tygodniu, bo Natalia podrzuciła mi pomysłów wiela
3. Jacku – komiks z Tobą w roli głównej pojawi się jutro wieczorem albo w poniedziałek rano – mam już pomysł, tylko muszę złapać chwilę na narysowanie tego :D
A teraz o wczesnoporanności bezlitosnej słów kilka. Otóż wyniosłam ja swoje cztery litery z domu rodzinnego i przeniosłam je do mieszkania sąsiadującego z mieszkaniem Kota. Mam trzech przesympatycznych współlokatorów i przez przypadek na samym wstępie udało mi się przejechać czołgiem po poczuciu estetyki jednego z nich…
I tak oto właśnie wymaszerowałam sobie bladym świtem z łazienki w porozciąganej piżamie, przydeptanych kapciach, turbanie z ręcznika na głowie i ze szczoteczką do zębów w paszczy, tocząc colgateową pianę z pyska niczym jakieś wściekłe zwierzę. Współlokator spojrzał, zamarł, zagulgotał dziwnie i czmychnął. Nie czuję do niego urazy, ponieważ popatrzyłam zaraz potem w lustro. 
pees. Oczywiście nie zamierzam rezygnować z mojego świt looku. Współlokatorzy będą musieli przyjąć to na klatę!   

PYRKON!

Brak komentarzy

Będziemy tam! :)

Wiosna!

Brak komentarzy
Nie inaczej :)

Widać mało nam było wyobijanych zadków po ostatniej lekcji jazdy na desce, mało siniaków i galopujących kompromitacji, bo wczoraj znowu wywiało nas do Zakopanego. Tym razem jednak kolega instruktor postanowił zaplanować nam więcej rozrywek.
- Wyjedziemy sobie na Nosal krzesełkiem, pogapimy się na widoki, a potem ja pojadę na lekcję, a wy zejdziecie sobie szlakiem – powiedział zachęcająco.
- Tak, tak, zdecydowanie – dodał drugi pomiot szatana, to jest kolega instruktor kolegi instruktora. – Odbijecie w prawo, zobaczycie skałki i szlakiem spokojnie dojdziecie sobie do tamy. Trasa relewacyjna!
Trasa rzeczywiście była rewelacyjna, o ile oczywiście ktoś znajduje upodobanie w zjeżdżaniu na tyłku prawie pionowo w dół, zapadaniu się po pas w śniegu, chwytaniu w pędzie drzew w objęcia, potykaniu się o kłody i ślizganiu na lodzie. Wtedy rzeczywiście w rozrywce znaleźć można radości wiela :D
Inna rzecz, że być może nie schodziłyśmy szlakiem. Całkiem możliwe, że była to po prostu jakaś dzika ścieżka. Nie wykluczam też, że to był mój pomysł zacząć schodzić w tamtym miejscu.
Co do snowboardu – tym razem obyło się bez jakichś wyjątkowych popisów; kolana trochę rozbite, kilka siniaków, jakieś drobne słuczenie tu i tam… ale dupa cała! :D   

  • RSS