jebudubu blog

Twój nowy blog
Jak w tytule! :)
Brody nie posiadam, za to doskonale pamiętam sytuację, kiedy w wieku lat 18 pierwszy raz zafarbowałam włosy. Mojej mamuni niezbyt przypadło to do gustu, stwierdziła, że wyglądam jak ta świętej pamięci nieboszczka (ciemne włosy kontra bardzo blada cera), która dopiero co się z ziemi wygrzebała i ogólnie powinnam natychmiast z powrotem wrócić do mojego naturalnego blond koloru, inaczej życia dla mnie nie ma, ludzie będą w popłochu uciekać na mój widok, a w ogóle to władza wykonawcza zgarnie mnie z ulicy, abym nie raziła poczucia estetyki społeczeństwa! Tak więc doskonale byłam w stanie zrozumieć Jacka, którego mama jakoś nie bardzo mogła pogodzić się z jego świeżo wyhodowaną brodą :D
  
Pozdrowienia! :D
NIKOMU. Ale o tym za chwilę. Na razie ze spraw pilniejszych:
1. Chciałabym bardzo, bardzo, bardzo podziękować wszystkim osobom, które się zjawiły na tej mojej pogadance na Pyrkonie! Było szalenie miło Was poznać :)
2. Jakaś relacja (chociażby szczątkowa) z Pyrkonu będzie na pewno w tym tygodniu, bo Natalia podrzuciła mi pomysłów wiela
3. Jacku – komiks z Tobą w roli głównej pojawi się jutro wieczorem albo w poniedziałek rano – mam już pomysł, tylko muszę złapać chwilę na narysowanie tego :D
A teraz o wczesnoporanności bezlitosnej słów kilka. Otóż wyniosłam ja swoje cztery litery z domu rodzinnego i przeniosłam je do mieszkania sąsiadującego z mieszkaniem Kota. Mam trzech przesympatycznych współlokatorów i przez przypadek na samym wstępie udało mi się przejechać czołgiem po poczuciu estetyki jednego z nich…
I tak oto właśnie wymaszerowałam sobie bladym świtem z łazienki w porozciąganej piżamie, przydeptanych kapciach, turbanie z ręcznika na głowie i ze szczoteczką do zębów w paszczy, tocząc colgateową pianę z pyska niczym jakieś wściekłe zwierzę. Współlokator spojrzał, zamarł, zagulgotał dziwnie i czmychnął. Nie czuję do niego urazy, ponieważ popatrzyłam zaraz potem w lustro. 
pees. Oczywiście nie zamierzam rezygnować z mojego świt looku. Współlokatorzy będą musieli przyjąć to na klatę!   

PYRKON!

Brak komentarzy

Będziemy tam! :)

Wiosna!

Brak komentarzy
Nie inaczej :)

Widać mało nam było wyobijanych zadków po ostatniej lekcji jazdy na desce, mało siniaków i galopujących kompromitacji, bo wczoraj znowu wywiało nas do Zakopanego. Tym razem jednak kolega instruktor postanowił zaplanować nam więcej rozrywek.
- Wyjedziemy sobie na Nosal krzesełkiem, pogapimy się na widoki, a potem ja pojadę na lekcję, a wy zejdziecie sobie szlakiem – powiedział zachęcająco.
- Tak, tak, zdecydowanie – dodał drugi pomiot szatana, to jest kolega instruktor kolegi instruktora. – Odbijecie w prawo, zobaczycie skałki i szlakiem spokojnie dojdziecie sobie do tamy. Trasa relewacyjna!
Trasa rzeczywiście była rewelacyjna, o ile oczywiście ktoś znajduje upodobanie w zjeżdżaniu na tyłku prawie pionowo w dół, zapadaniu się po pas w śniegu, chwytaniu w pędzie drzew w objęcia, potykaniu się o kłody i ślizganiu na lodzie. Wtedy rzeczywiście w rozrywce znaleźć można radości wiela :D
Inna rzecz, że być może nie schodziłyśmy szlakiem. Całkiem możliwe, że była to po prostu jakaś dzika ścieżka. Nie wykluczam też, że to był mój pomysł zacząć schodzić w tamtym miejscu.
Co do snowboardu – tym razem obyło się bez jakichś wyjątkowych popisów; kolana trochę rozbite, kilka siniaków, jakieś drobne słuczenie tu i tam… ale dupa cała! :D   
No i właśnie tak niestety to wygląda – zawsze :D
Niezależnie od tego, czy to centymetr, czy dwa, czy dziesięć – utrata włosów jest zawsze przeżyciem złym i traumatycznym!
No i jeszcze jedno, co mi się przypomniało względem notki z tamtego tygodnia, a mianowicie absolutnie oburzająca reakcja Maćka, kiedy przyszłam na uczelnię odziana nieco inaczej niż zwykle:
 
No i dobra, możliwe, że założenie znienacka sukienki i balerinek w miejsce żółtych tudzież czerwonych butów, fioletowych spodni i pasiastych bluzek lub też czarnych, potępieńczych szmat, zwanych dalej ukochanymi swetrami, mogło wywołać lekkie zdumienie, ale to jeszcze nie usprawiedliwia takiego skandalicznego uciekania na mój widok i pełnych zgrozy okrzyków „gdzie mój schron?!”
Ciągle upieram się, że powinien ten widok przyjąć mężnie na klatę, a nie reagować jak wrażliwa dziewoja! :D

kolegów zostaw w domu! :D
Swoją drogą faceci mają przerąbane: czego by nie powiedzieli, choćby i w dobrej wierze, to i tak dostaną z kapcia w ciemię.
Ileż to razy Kacper, Maciek lub Starosta kochani wypalili do mnie z tekstem: ” uczesałabyś się w końcu/rozmazałaś się i wyglądasz jak maszkaron/a co ty, do cholery, masz znowu na sobie?!” i oczywiście chodziło im tylko o moje dobro. A także o dobro wszystkich ludzi wokół – nie będzie taka po mieście bezwstydnie paradować i razić poczucie estetyki społeczeństwa! Sumienia nie ma! :D 
… to jest potem człowiekowi nieco głupio :D
Oczyma duszy ujrzałam samą siebie zasuwającą raźno po firmie z podpaską owiniętą wokół palca i z miejsca zdecydowałam się jednak poociekać osoczem*
*niezależnie od tego, czy ma to sens, czy nie – stary nawyk określania krwawienia z ran wszelakich.  
Tak to już jakoś jest, że wszystkie
komiksy pi razy oko bazują na wydarzeniach, które rzeczywiście
miały miejsce. Tym razem jednak absurd sytuacji wystrzelił w kosmos z takim wizgiem, że jak oszalała rzuciłam się w kierunku notesu, by
dokładnie – słowo w słowo – zapisać dialogi, czego zazwyczaj nie
robię, bo wystarcza mi ogólny zarys.

A było to tak: w pewien niewinny
wtorkowy poranek autorka niniejszej notki siedziała sobie beztrosko
w piżamie i popijała herbatę, gdy znienacka i całkiem
niespodziewanie Natalia…!

  Zdaje się, że zrobiło mi się dość
głupio w sobie. Rzuciłam okiem na zegarek – w godzinę na
uczelnię miałam szansę dotrzeć chyba jedynie na ognistym
rydwanie, pod warunkiem, że ów nie utknąłby w korku gdzieś po
drodze. Jednakże rydwanu na podorędziu nie było, autobus pięć
minut temu odtoczył się z przystanku, ponuro strzelając z rury
wydechowej, a zatem nie zostało mi już nic innego, jak tylko
powiadomić Kota o wpisie, samej z niego chwilowo rezygnując.

  Pilne studęty, niech ja pierzem
porosnę i w domu nie nocuję… :D

 

 


  • RSS