jebudubu blog

Twój nowy blog
Jak w tytule. 
Zacznę może od rzeczy, która ostatnimi czasy ma zdecydowany wpływ na mój odruch wymiotny:
Nie będę się jakoś szeroko rozpisywać w tym temacie, bo mi zwyczajnie gorzej na samą myśl o tym. Mam jedynie wielką ochotę tłuc głową o biurko, gdy czytam wypowiedzi polityków, bo od tego, co wygadują wszyscy razem i każdy z osobna, jęczy ziemia. Gdyby pioruny rąbały w tę ziemię przy każdym idiotyzmie, to z naszej pięknej planety raczej niewiele by zostało. 
A teraz, zanim mnie szlag trafi, coś z innej beczki. Jak wszycy pamiętamy (albo i nie, więc przypomnimy), w ostatnim komiksie do spółki z Elfem wyobijałyśmy sobie zadek na śniegu, usiłując okiełznać wynalazek samego szatana, to jest – deskę snowboardową. Jeden z komentarzy do owego komiksu brzmiał: „Prostokątne deski…”, a politowanie oraz fejspalm strzelały z niego na kilometr co najmniej. Jak wszyscy wiemy, decha snowboardowa prostokątna nie jest. Ale cóż tam, pomyślałam buntowniczo, nie ugnę się! W komiksie zostanie prostokątna! 
  
Oczywiście, że byłam nieugięta. Przez całe 25 minut :D

Na dupę!

Brak komentarzy
Słownisiek:
„Na dupę!” – okrzyk, który początkujący, przyszły wymiatacz na stokach słyszy bardzo często od instruktora w pierwszych chwilach swojej styczności z dechą snowboardową. W momencie, kiedy nie wiemy, co robić, a taka przykładowo zaspa/płot/wiejska chałupa/wyciąg zbliża się do nas niebezpiecznie szybko, należy po prostu upaść na zadek i ocalić życie. 

Ad rem:
Elfa i mój kolega jest instruktorem snowboardu i w którejś tam chwili zaproponował, że nauczy nas jeździć, a my – pozbawione widać podstawowego odruchu ratowania życia – się ucieszyłyśmy. W sumie wtedy jeszcze tym instruktorem nie był i pełna oferta brzmiała mniej więcej: „Jeżeli nie przeżyjecie, to będę musiał zmienić techniki nauczania”, ale – jak już wspominałam – nasz instynkt samozachowawczy pasł się na innej łące.
Ostatecznie jednak nie wystąpiłyśmy w charakterze pierwszych na śmierć idących, wszyscy kursanci przeżyli, a zatem… 
  
Samych cudów udało nam się tam dokonać. Pomijam już fakt, że każda z nas we własnym zakresie wjechała w wyciąg, a później usiłowała się stamtąd w panice wyczołgać, pomijam pełzanie po śniegu, wielkim krzykiem przeczące wszelakiej gracji, pominę też to, że przejechałam jakąś babę, bo mnie jakoś tak poniosło, a ona nie zdążyła uciec, wspomnę za to o snowboardowym rozzuchwaleniu. Otóż, w momencie, kiedy przez jakieś 10 sekund udawało mi się nie zaryć zębami w śnieg, wpadałam w nastrój taki więcej szampański, co kończyło się następująco:
Jazda nasza odbywała się głównie na tyłku, gromkie okrzyki: „Na dupę, na dupę mówię!!!” niosły się echem po całym stoku, ale zabawa była przednia :D
Cóż… nie mogę powiedzieć, żeby otaczali mnie sami mistrzowie dyplomacji… :D
Muszę przyznać, że moi znajomi zdolność skutecznego pocieszania się opanowali do perfekcji.
A dłonie? Ot, rezultat posiadania w domu kota (uaktywniającego raczej często pazury) i brzdękania na gitarze (równie częstego) :D
Każdy ma swoje małe manie, ja też. Ja w sumie mam ich nawet dużo, a jedną z nich jest składanie z ulotek, papierków po cukierkach i innych śmieci myśliwców Imperium ku czci i chwale IV, V i VI części Gwiezdnych Wojen. 
Niestety, nie wszyscy doceniają piekno tych niesamowitych statków…

2012

Brak komentarzy
Zaprawdę powiadam i nakazuję Wam: bawcie się dobrze!
… czyli wesołych świąt po fińsku :)
Zaprawdę powiadam Wam – NIE uczcie się, NIE pracujcie, NIE irytujcie się! Czas się poobijać i miło i na luzie powegetować! 
Powróciłyśmy z fińskich wojaży! Wrażenia po podróży? Cóż, rozmaite… :D
Po kilku dniach do panującej aury można się nawet przyzwyczaić, do braku światła takoż – jasno robi się dopiero około 9:30, a ciemno już o 15:30, co początkowo wydaje się zupełnie upiorne, ale od biedy można przywyknąć. Wielką pomocą jest w tym ożywczy napój zwany karpalolonkero… :D 

 

 

Nie zabiłam ich. Dziwię się sobie. Dziwię się nawet bardzo.

 

 

Pragnę zdementować plotę, jakobym wjechała na trzecie piętro windą i dalej
dopiero lazła po schodach. Uczciwie rozpoczęłam wspinaczkę na piętrze -1 i nie
życzę sobie, by moje osiągnięcia w dziedzinie wspinania się po tych przeklętych
schodach były umniejszane! No. 

Z rozpędu wlazłam nawet na piętro piąte, a pieśń triumfu grała mi w dudkach :D

 

Wzięło mnie i elfa dzisiaj na oglądanie filmu ze studniówki…

 

 

Zaczynam podejrzewać, że ktoś nam czegoś dosypał do soku wtedy, bo to NIEMOŻLIWE, żeby dwie, trzeźwe w zasadzie jednostki zachowywały się w ten sposób… :D

Oglądanie takiego czegoś po latach zdecydowanie strzela kopa!

Nie ćpała

Brak komentarzy

 

No jak Bora kocham! 

 

 

Wszystkie osoby, które słyszały ten tekst (Maciek ma donośny głos na moje nieszczęście) uprzejmie zawiadamiam, że naprawdę nic nie ćpałam – to tylko piąte piętro odmalowało mi się na obliczu :D

Dlaczego filologia polska musi być na ostatnim piętrze?! – oto moja osobista pretensja na dziś.


  • RSS